Święta, Święta i po-Świętach xD

Najlepszego po-Świątecznego. Lepiej później, niż wcale :p

Opublikowano Christmas | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Historia krótkiej znajomości.

Najtrudniej jest zacząć… Zazwyczaj mi to nie sprawiało kłopotu, ale tym razem coś nie idzie.

Żywioł, żądze i chuć targały podczas rozpalania się tego romansu. Wizje bywały liczne, wielkie, nieskromne, ale i nierealne. Duch znów się poczuł… młody, gdy mógł dotknąć mokrych niemal snów młodzieńczych. Człowiek się jednak starzeje, rzeczywistość nie jest tak szczeniacko idealna, priorytety też już nieco inne. To było jak… romans seniora z pierwszą dziewczyną spotkaną gdzieś przypadkiem po kilku dekadach. Po kilku spotkaniach stwierdzasz, że niektóre wspomnienia lepiej pielęgnować, niż weryfikować. Zdjęcia wkładasz z powrotem do pudełka, do którego zajrzysz w chwili nostalgicznego zwątlenia. Czy było warto? TAK! Po trzykroć TAK!. Czy do retroreanimacji jeszcze kiedyś wrócę? Prawdopodobnie…TAK. Bogatszy o to doświadczenie zupełnie inaczej zacznę.

Grabarz

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Nieoczekiwana Pochwała Brytfanny

Ci którzy znają mnie nieco bliżej i osobiściej, wiedzą, że tak jak zdecydowana większość Rodaków jestem raczej krytyczny, rzadko kiedy zadowolony z doświadczeń życiowych i ogólnie marudzący.

Typowy Polaczek :p

Nie raz i nie 10 razy utyskiwałem, z resztą całkiem na miejscu na ekhem… osiagnięcia i warunki panujące w Brytfannie. I to pomimo, lub trafniej „z powodu” spędzenia tumże już niemal 20 lat.

Rozpadająca się infrastruktura, dziurawe drogi, niewydolne instytucje na każdy, możliwym szczeblu, tragiczny transport publiczny, plebejsko-feudalny stan umysłu 99.99% społeczeństwa, obojętność, rasizm, klasowość, budownictwo mieszkaniowe na poziomie wiktoriańskim… Mógłbym wymieniać jeszcze długo…

Ale… Raz, od wielkiego dzwonu trafiam na coś co wprawia mnie w podziw a nawet zachwyt. Że pomimo wszystkich niesprzyjających warunków, w tym pogodowych, Brytyjczycy potrafia od czasu do czasu popełnić coś niema perfekcyjnego, działającego bez zgrzytów i dostarczającego prawdziwej radości.

Enter Bike Park Wales

Po zeszłorocznej wyprawie na trasy enduro w Srebrnej Górze zacząłem się w końcu przymierzać do wyprawy do Walii. Marcowy termin niestety przepadł bo na drodze stanęła sytuacja kryzysowa w tyrze, ale w maju już się udało 😀

I takowoż, w ostatni czwartek, 15/05, przygodziło się w końcu.

Pomijając prawie 4-ro godzinny dojazd, po niecałych 5-ciu godzinach snu, bez przygód.

Zgrabne i schludne Visitors Center, żarłodajnia, toalety, prysznice, sklep i warsztat rowerowy, myjka rowerów, no i co najważniejsze, TRASKI…

Dla każdego coś fajnego. Od zupełnych pierwszorazowców (green) po profesjonalnych wyjadaczy (purple Pro Plus).

I nie będzie specjalną przesadą stwierdzenie, że gradacja jest w 100% akuratna. Zielone traski wymuszaja spokojną jazdę, jak u nowicjuszów, mającą na celu zbudowanie pewności i wyczucia roweru/obiektu. Niebieskie szlaki pozwalają na trochę więcej szaleństwa, wyższą prędkość i możliwość odrywania się od podłoża. Następne poziomy, czerwony, czarny i purpurowy to naturalna progresja i coraz bardziej wymagające warunki.

Organizacja samego aplifta bardzo profesjonalna i szybka. Jasne, byłem w BPW w środku tygodnia, nie w weekend ale nie zmienia to faktu, że czekanie zamknęło się w może maksymalnie 10 minutach, przez cały dzień.

No ale ile to-to kosztuje, zapyt ktoś? Ja zapłaciłem 50 łabądziów, za dzień.

Aplift zaczyna sie o 10 rano i trwa nieprzerwanie do 16 po poludniu. W sezonie zimowym 9:30 do 15:30. Byłem w BPW pierwszy raz w życiu a i tak udało mi się bez specjalnego szarpania wycisnąć 10 zjazdów. Nawet pozwoliłem sobie na przerwę na kóópona i żarełko. 50 funia to jakieś 250 ziko. Niby 2 razy wiecej niż wjazd na Srebrną (130PLN za 5 podjazdow w aktualnym sezonie) ale jeśli chcesz zrobić 10 to wychodzi tak samo. Trochę inna filozofia tu i tam. W Polszcze płacisz za podjazd, w UK za dzień i od ciebie zależy ile razy użyjesz karnetu.

Co uderzyło mnie, nie po raz pierwszy z resztą, to fakt jak różni ludzie jedżą po traskach BPW.

Dzieciarna w wieku wczesno szkolnym na rowerach typu Halfords Special Plus, zupełni świeżynkowie płci obojga i wieku rozmaitego na wypożyczeniowych bajkach, lokalni wyjadacze znający każdy zakręt jak własna kieszeń, przyjezdni entuzjaści wrażeń o szerokim spektrum wyjeżdżenia, pół lub cało profesjonaliści na zjazdowych lub frirajdowych maszynasz nie zawracajacy sobie głowy dropper’ami i pełnym zestawem biegów, ludkowie i parki w wieku balzakowskim, no i cała brygada mnie podobnych leszczy. Bez fałszywej propagandy, dla każdego coś miłego. W Srebrnej nie spotkasz przypadkowych ludzi, bo obiekt ten jest stworzony z myślą o tych którzy już coś potrafią i dokładnie wiedzą czego chcą. BPW stanowi bardzo szeroką bramę dla wszystkich którzy chcieliby spróbować czym jest MTB, w bardzo fajnych i możliwie bezpiecznych warunkach.

Także z mojej strony wielkie brawa dla ekipy BPW. Pewnie się tam jeszcze nie raz wybiorę 😀

Opublikowano cycling trivia | Otagowano , , | 1 komentarz

Fact of our life…

… is that Mini-Velo is… just a bike xD

Slightly nervous over speed bumps and curbs but apart of that, nothing out of ordinary.

This particular exhibit provided by Patrick, GCSC Office Resident Retro-Grouch 🙂

Opublikowano beczka, LOL | Otagowano , , , , , | 2 Komentarze

Bispołk ’25 (Victoria Baths, Manchester 25-27/04/2025)

O-popa-popa Paniedzieju… Wiosna się jakaś uczyniła. Na tyle skrycie i nieoczekiwanie, że nawet przespałem tradycyje Wielkanocne Kartko-Życzenia. Starość-nieradość :-/

W takim razie, lepiej późno, niż wcale, Wesołego Po-Wielkanocnego 😀

No ale skoro wiosna to jest jeszcze jeden, jak się zdawa, relatywnie ustabilizowany i zakotwiczony element krajobrazowo-imprezowy. A dokładnie chodzi mi o BESPOKED , czyli jako rzecze zajawka ze strony Orga, największa w Juropie wystawa i spotkanie budowniczych i entuzjastów krojonych na miarę rowerów.

Jakoś tak dwa lata temu iwent został przejęty przez dwóch wizjonerów, pod postacią Petor’a Georgallou (Ex Dear Susan Bicycles) i Josh’a Bullock’a. Panowie wyłapali wspaniale klimatyczną miejscówkę, Victora Baths w Manchesterze i reszta już jest historią.

Tegoroczna edycja, która właśnie zakończyła się w niedzielę 27-go kwietnia, powróciła w edwardiańskie mury byłej, publicznej łaźni i basenu.

Do Manchester’u mam zaledwie 44 minuty ciapongiem z Sheffield , także grzechem byłoby wręcz kardynalnym nie wybrać się aby ucieszyć oko, pogwarzyć z podobnymi sobie pokręciuchami i rozruszać ślinianki 😉 Dodatkowy bonus to opcja powrotu na rowerze przez pocztówkową Snake Pass, która sama w sobie jest klasyczną, szoszońską miejscówką w tej części Peak District.

Pomijając entuzjastycznego anoraka grilującego jakieś, przypadkowe, boguduchawinne dziewczę w temacie wiadomym (anorak, to dla nie orientujących się w jUKejskiej specyfice, trainspotter czyli entuzjasta kolejnictwa. Archetypiczny model dziwaka i niegroźnego szura w przestrzeni publicznej) i kosmiczny ścisk dotarliśmy do Piccadilly wraz z Patrykiem bez problemacji. Szybki transfer z korby i już po kilku minutach odbieraliśmy wjazdówki i programy imprezki.

Pomijając ekscytację spowodowaną zawatrością budynku onże sam zasługuje na osobną wyprawę aby zapoznać się z jego architektonicznymi smaczkami i cudownościami.

No ale dorzeczy…

Optycznie chyba nieco wiecej wystawców niż w roku ubiegłym. Zdecydowanie większa selekcja szmatek i konfekcji rowerowej. Sekcja Rowerów Apokaliptycznych. Projekcje filmów, pogadanki i sympozja. No i ekipa z BOXCO z ich przezajedwabistymi burrito’sami.

Obaj z Patrykiem zgodziliśmy sie również, że jak na nasze oko odwiedzających było nieco wiecej niż w 2024.

Trendy, trendy… Szosa i grawel ciągle są najliczniej reprezentowanymi kategoriami. W stali, tytanie, karbą a nawet kompozycie drewniano-węglowym i alu. Do wyboru, do koloru. Od piekielnie rejsingowych wynalazków w guście Gregario o unikatowej konstrukcji i wspomaganym ejajem procesie ustalania geo, po eklektycznie anachroniczne, prosto-kierownicowe bujaki z hamulcami obręczowymi. To ostatnie stwierdzenie jest tymbardziej symptomatyczne, gdyż najlepszy rower grawelowy właśnie takim był xD

Dodajmy jeszcze dynamo w przedniej pieście, aby dopełnić całości.

A’propos… Dynama w przednim kole, jak mi się zdawa, to jeden z najulubieńszych ficzerów budowniczych unikatowych rowerów i ram. Osobiście idea jest jak dla mnie niezwykle nęcąca, ale jak pomyślę, że aby wyserwisować piastę trzeba rozpleść koło… Hmm… Może jednak podziękuję. I proszę wszystkich fanbojów, z Graboskim na czele, aby odpuścili sobie agitkę i przekonywanie. Jak sam dojrzeję do idei, to wtedy się zobaczy :p

Osobiście, niezwykle się cieszę, że trend budowy rowerów pełno zawieszonych ciągle trwa. Rozmaite, czasami przedziwne i nieortodoksyjne systemy pozwalają mieć nadzieję, że innowacja w tymtemacie będzie się mieć dobrze. Paradoksalnie, najbardziej za serce i mosznę złapał mnie prościutki, czysty i konserwatywny Selwyn . Żadnych ekstrawagancji, prosty horst, zewnętrzne prowadzenie kabli, nierdzewny tył, no ale… Kisiel w majtach xD

Największe rozczarowanie tegoż trendu? Na wystwie zabrakło Atherton Bikes A miałem nadzieje, na żywo zobaczyć ich zjazdówkę z Pinion’em… Nonietomrazom…

Wieść gminna w kuluarach rowerowego światka niesie, iż Następnym Gorącym Trendem jest mini-velo. Niespecjalnie wygląda aby ta nowina dotarła już do Manchester’u. Owszem, cuś się w tym temacie zadziało, ale zdecydowanie nie wygląda, aby małokołówki w najbliższym czasie podbiły wszechświat.

Choć nie ukrywam, jest jakiś w nich czar i urok. Najprawdopodobniej nostalgia za Wigry3 xD

Elektryfikacja szytych na miarę rowerów ma się dobrze, jeśli ktoś chciałby unikatowy kargobajk, też znajdzie ukojenie, ale emtebeczny sztywniak to już niemal wymarły gatunek. Zaskakujące jest jak nieliczna była reprezentacja takowych na Bispołku. Czyżby ofera masowo produkowanych ram/rowerów sztywnych MTB była już dziś tak kompletna, dopieszczona i po-chrześcijańsku wyceniona, że brak ssania? A może grawel okazuje się na tyle uniwersalny, a bujaki tak dopracowane, iż trzeba być fanem aby jeszcze zamawiać kastomowego sztywniaka MTB? Trudno wyczuć, niekiełbasa, ale taką mam prywatną teorię.

W tym roku nie zbarakło również polskiego akcentu pod postacią łączonego stoiska Grabaruka (który po przeprowadzce operuje z podkrakowskiej Skawiny) i Antidote Bikes również z Kraka.

Praca ślinianek intensyfikuje się xD

A już kompletnie odczapy była sekcja Rowerów Apokaliptycznych, które nota-bene na koniec sobotniego dnia szołu brały udział w serii punktowanych testów, a-jak-najbardziej, apokaliptycznych.

Tu również nie obyło się bez polskiego akcentu w postaci słoika po Krakusie, w którym właściciel pojazdu trzymał smar, dokładnie, smar stały xD, do łańcucha.

Reasumując (The Bad, The Good and The Ugly)

The Bad: Znowu uciekło nam zakończenie dnia i wszystkie ćwierć i pół oficjalne atrakcje zachodzące po zamknięciu drzwi. W przyszłym roku musimy koniecznie zorganizować jakąś metę na bliższym lub dalszym perymetrze aby DOŚWIADCZYĆ xD

The Good: Szoł wyglada na rozwojowy. Nie jakaś eksplozja, ale spokojne rośnięcie. Najlepszy dowód tego, że Drezdeńska edycja będzie, ponownie, hajlajtem zmknięcia sezonu jesiennego (10-12 piździernika).

The Ugly: Moja twarz xD

Dyscyplina Dodatkowa: Znalezisko Szoła. Jak dla mnie szmatki od Mura Cycling Tak doskonale utkanego i przyprawiającego o szamotanie pępka merino w życiu nie miałem okazji miętosić. Tylko ta cena 😦 C’est La Vie…

Subiektywna Galeria Tego co Wartało Uwiecznić by ja xD

Opublikowano Bespoked Bike Show | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

GT KARAKORAM‘99 aka POKRAK alias PAŹDZIERZ, czyli wszystko to, co Ivana cieszy :D


Pamięci już umknęło, że gdzieś tam w czeluściach myśli o takim pierdopędzie wpis ten pierwotnie miał brzmieć chyba dość patetycznie ocierając się o sztampę w stylu „ATB manifesto po polsku”, albo „ATB manifesto dla ubogich”. Los jednak i kryzysy emocjonalne sprawiły, że gdy pamięć przywołała obraz NOS-owego GT Karakoram wiszącego ćwierć wieku temu na haku jednego z gdańskich sklepów – rozum poszedł spać. Dalej już tylko niesprzyjające okoliczności sprawiały, że realizacji tego ze wszech miar nieroztropnego pomysłu nie udało się niestety zatrzymać. Na początek w domu stanęła rama, a potem już tylko jeden wydatek generował kolejny, a każden z nich ocierający się o opary ekonomicznego absurdu – przeróbka framebuilderska, widelec Velo Orange Piolet… A wszystko przez… Fosyla. Nie, nie – nie przez niego samego, a jego niespodziewany koniec żywota, o którym tu było. I nie będę się tu zapierał, że nie doczekałby się Fosyl następcy, ale raczej nie tak szybko (choć ponad 8 m-cy z pojęciem „szybko słabo się klei) i z nie tak lekko i nieroztropnie sięgającą do skarbonki ręką. Żeby nie było – szanse na normalność były. Kilku „apaczy” z kraju, jeden z Francji niemal na tyle zdecydowany, że już karton był pakowany. Ale nie – opatrzność postanowiła odebrać mi najpierw szczątki zdrowego rozsądku, a następnie wszelkie możliwe okazje mogące mnie zatrzymać na tej niechlubnej drodze. I więcej już tu dziś nie będzie. Może z czasem wstyd zostanie wyparty przez radość z jazdy. Póki co w tunelu widać jedynie… kolejne wydatki…

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Święta, Święta :D

Opublikowano Boże Narodzenie, Christmas | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

50-ty Szczebel…

Tempus fugit

Jednakowoż czasem nieco opornie przychodzi nam zaakceptowanie tego niepodważalnego faktu…

… z którym również mnie zajęło 3 miesiące aby się pogodzić xD

Także ten, tego… W końcu, z poślizgiem acz serdelecznie z głębi mojego Czarnego, Chamskiego Serducha…

Dziękuję Koledzy, za tak udatne, smakowe i klasowe wypomnienie znaczących urodzin. Wprawdzie ostatnio biegów jakby nieco wiecej niz za Młodości Górnej i Chmurnej ale co-tam. Kolana jeszcze zapodają, także single speed not dead (yet :p )

Gift w całej, wymaszynowanej krasie 😀

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | 1 komentarz

Łza cieniów minionych

This man is no ordinary man. This is Mr. F G Superman. To all appearances, he looks like any other law-abiding citizen. But Mr F G Superman has a secret identity. When trouble strikes at any time, at any place, he is ready to become… BICICLE REPAIR MAN!

Takie inicjały Pana Supermana nie mogły się w pewnych czasach kojarzyć inaczej, jak tylko z ostrym. Mój osobisty FG Superman był mi towarzyszem szczytu ostrokołowego uniesienia. Niósł przez ścieżki i ulice, ale zasmakować pozwolił i nieco sportowego sznytu. Jednego planu tylko nie zrealizował – pięćsetki w dobę (pozdro dla kumatych ;)). Z czasem cieszyć zaczął głównie swym obliczem, skutecznie przez lata odwlekając rozstanie. Nadeszło jednak ono. Wyemigrował gdzieś w poznańskie i wygląda na to, że odnalazł tam oddanego wielbiciela.

Oh, Oh FG Superman, how can I ever repay you?

Być może już nie wypada, ale… POSTRO!

Grabarz

PS

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Słowo na Niedzielę 2

Środa-dzieńloda, 7 stopni na plusie, deszcz, grad, pizga jak wkieleckiem, z nosa jeszcze lekko cieknie zatem Słowo na Niedzielę.

Po czym poznać pedalarza? Im bliżej mu do szosy tym bardziej jego żuchwa upodabnia się do wystającego imadła xD

A tak ogólniej? A tak ogólniej to jak na zdjęciach poniżej:

Czyli po wyjątkowo ostro odcinających się liniach ekhem… opalenizny. Lub bardziej trafnie spalenizny xD

No bo filtry słoneczne są dla Miękkich Siusiaczków i Smutnych Przegrywów.

Tak, tak Panie Graboski. I potem w pracy nikt nie chce koledze ręki podać bo wszyscy myślą, że masz Waść jakąś egzemę czy inszego parcha-syfa-kiłemogiłe na grabkach…

Tak, tak, Panie Ivanicki. „Tylko trzydzieści minut na ten trawnik”. Plecy zjarane, urlop przefiukany na kfadracie. A takie były ambitne plany… Debildebildebil…

… a wystarczylo się pomazać…

Raz, że potem człowiek spokojnie odnajduje się w betach, cieplejszy prychol nie powoduje zgrzytania zębami i koniec-końcem nie ma nieplanowanej wylinki. No a dwa, pojakiciul dokarmiać czerniaka? Lub w najlepszym wypadku powodować przyspieszone strupieszanie wierzchniej warstwy dermis?

Kolejną cechą rozpoznawczą jest okazjonalna faza zombie. Czyli bonk lub bardziej po naszemu ściana. Od zupełnego spadku siłki, przez zawroty głowy i rozjazd wizji aż do wylądowania w karetce (trochę ekstremalnie, ale znowu patrzę na Ciebie Graboski…).

Jeść lub pić podczas 4-ro godzinnego baunsa? Ale kto by tam pamiętał c’nie? A potem na końcówce stófki ostatni podjazd pod checze urasta do rangi Everestingu (paczam na ciebie Ivanicki…). A wystarczyło cośtam ciapnąć i łyknąć regularnie, bo jak uczy doświadczenie, można skończyć niemal 9-cio godzinnego mega-lópa bez większych ątów. Tylko trzeba pobierać cały czas. I nawet day after nie taki straszny.

Zatem (parafrazując A’tomka), buźki (i inne wystające ekhem… członki xD) filterem smaruj, (niekoniecznie tran) pij i karmę po-bie-raj.

… oczem Wam i sobie przypominam jak i zachęcam do praktykowania 🙂

Opublikowano Sunday Sermon, Słowo na Niedzielę | Otagowano , , , , | 2 Komentarze