Nauka Pływania czyli Singlova 2017 (II Piknik Jednobiegowy w Polsce 23-25.06.17)

Rowery, niekoniecznie wodne i rzeka to słaba kombinacja…

… chyba, że jest to Brda, Bydgoszcz i Singlova, czyli II Piknik Jednobiegowy w Kraju-Raju xD

Na skrzydłach  Szkockiej Przygody, wespół-w-zespół, Komitet Organizacyjny w Składzie Rambola i Maciejasa, przy czym ten ostatni nieco wbrew sobie i swoim przekonaniom, nieco z podjudzenia, nieco z ciekawości a również nieco ku treningowi logistycznemu, zdecydował się na poskładanie Drugiego Pikniku Jednobiegowego ku uciesze wariatów rozbijających się po terenie na singlach.

Presja i oczekiwania po Pierwszej, Jurajskiej edycji  były wysokie, a że Bydgoszcz raczej nie kojrzy się z wymagającymi trasami MTB byłem lekko niespokojny. Szczęśliwie z towarzyskiego punktu widzenia nie było obaw, gdyż wszyscy Najważniejsi – poza Kaziem którego zatrzymała w JuKeju nowa praca i obowiązki domowe – zgłosili swój udział.

Pomijając interesującą kontrolę – nie osobistą wprawdzie – na lotnisku w Doncaster (jednobiegowe szczerbatki wzbudziły niepokój pana z Security Check – podróż trans-europejska przebiegła bez dodatkowych przygód. Czwartek w Tripolis na odebranie koszulek (dzięki uprzejmości Rude and Disrespectful i Printexpressu) i piątkowym południem obładowany udawałem się na skrzydłach PKP do Bydzi.

35712539822_39f6c335b1_z

Zmienna pogoda oszczędziła mi wprawdzie ulewy, która srożyła się tuż przed samą Bydgoszczą, ale obietnica deszczu wisiała w powietrzu.

Króciutki transfer z pekapowa do maciejasowa i już po 5 minutach sączyłem herbatę z zacnej wielkości kubasa. Jednakowoż nie było czasu na obijactwo gdyż należało trochę pomacherować z rowerami oraz wykonać zakupy spożywcze dla całej ekipy. Miny pań w Lidlu bezcenne xD

35840901176_2b1aa8fa65_z

Następny punkt programu to przejazd z centrum Bydzi do Myślęcinka, gdzie będziemy mieć bazę. W związku z Mistrzostwami Świata U21 w piłeczkę kopaną trafiamy na liczne blokady policyjne, które pozwalają nam pedałować pod prąd i środkiem 3 pasmowej jezdni 🙂 Maciejas napiera jak szalony i muszę naprawdę wysilać giry aby dotrzymać mu kroku. Trzeba będzie mu nalać wody do kół lub przyczepić na sznurku oponę od traktora coby go spowolniła 😉

W międzyczasie otrzymujemy wieść, iż Śląsk już dotarł na miejsce, zatem jeszcze bardziej zagęszczamy kadencję.

Na samym dojeździe przebijamy się singielkami pod dojazd do Kujawsko-Pomorskiego Centrum Edukacji Ekologicznej. Jestem spocony jak zgoniona świania i mokry z zewnątrz, gdyż wąskie ścieżki okładały nas listowiem jak rózgami w bani.

35840899136_b33579dbca_z

Instalujemy się na „lotnisku” z piętrowymi wyrkami, witamy z Rambolem, ekipą podkarpacką i Sobkiem ze Szczecina i już na lekko pomykamy spowrotem do miasta na żerowanie i żeby zgarnąć Mareckiego, który już dogadza sobie w jego ulubionym Makszicie. wyjątkowo w Burger Parku a nie w ulubionym Makszicie :p Do bardzo sympatycznej żarłoczni-burgerownipizzerni docieramy niemal równoczesnie z Brodatym Trollem Yarreckim i Mariolą. Jesteśmy w komplecie!

35840889456_6436cbd035_z

Zamawiamy rozmaite posiłki i udajemy się do lokalnego „źródełka” w celu zakupienia trunków do posiłków i na wieczór.

Peplamy radośnie, apdejtujemy informacje oraz wspominamy niedawny wypad do Szkocji. Napasieni i zadowoleni z życia wracamy z pedała do Myślęcinka. W związku z niedawnymi deszczami odpuszczamy nocny patrol terenowy gdyż oznaczałoby to najprawdopodobniej ugnojenie w błocie po same pachy. W drodze powrotnej Rambol opuszcza naszą radosną gromadę gdyż do domu ma jeszcze ładnych kilka kilo napierania. Maciejas odprowadza nas do Centrum, zostaje z nami godzinkę i przed powrotem do siebie zarządza śniadanie na faszystoskowczesną godzinę. Niezrażeni tą perspektywą kontynuujemy Nocne Polaków Rozmowy do niemal 2 nad ranem.

Wczesną podudkę dnia nastepnego osładza jedynie perspektywa zdrowego śniadanka, ze swojskimi jajcami oraz nieoczekiwany dar dla Bladych Twarzy, czyli Rambolowe Szturmżarcie w Sreberku 🙂

Zaskakująco o czasie udało się całe swawolne towarzystwo zagonić na rowery i do pedalenia. Relatywnie łaskawa pogoda i nielicha prognoza przysłoniły mi niemal kompletnie obawy o ekhem… niską skuteczność mojego przedniego hamulca. Dodatkowo zblakły one niemal zupełnie w świetle faktu, iż Itr przyjechał na ostrzynce, bez żadnych hamulcy, za to z tarczą oferujcą Wsparcie Moralne bez Zacisku na przednim kole. Ona beztroska (ja) i Kozacka Fantazja (Marceki) miały się okazać niestety brzemienne w skutkach. Jednakowoż nie uprzedzajmy faktów…

Podjazdami i zakosami przez lasy udawaliśmy się w kierunku Brdy i Zalewu Koronowskiego.

Dzień stał leśnymi singlami nad samą wodą i przedzieraniem się przez przerośnięte krzuny usiane „łagodzącymi” reumatyzm pokrzywami. Radosne towarzystwo pohukiwało dziarsko na one i tylko wykwity na łydkach i przedramionach świadczyły o tym, iż coś jest na rzeczy. I to coś piecze oraz swędzi xD

35840842956_d46f824f91_z

Pierwszy, krajobrazowo-wyczynowy punkt programu zbliżał się w postaci piaszczysto-skarpiastej plaży nad zakolem Brdy. Znakomita okazja aby przykozaczyć zjeżdżając ze ścianki prosto na wypłaszczony brzeg. I to poszło mi całkiem zgrabnie… Następnie Rysz popisał się technicznym zakrętem o 90 stopni nad samą wodą. Łatwizna. Jak on może to czemu nie ja :p Z buciora pod górę, nosem w kierunku rzeki i dawam. Wszystko fajnie i klasowo ale ten-cholerny-przedni-hamulec-zupełnie-nie-hamuje!!! Ajćajćajćajć… Żegnaj zakręcie o 90 stopni, witaj rzeko. Żeby tylko nie polecieć przez kierę, bo szlag trafi tak precyzyjnie przygotowany makijaż… Gromki rechot ze skarpy upewnił mnie w przekonaniu, że zamoczenie wszystkiego oprócz głowy było pozytywnym wysiłkiem podtrzymującym śmiechową atmosferę prywatki.

Nagranie popełnine przez Sobka

Nieoczekiwany bonus, rower z tak dużymi kołami i szerokimi kapuciami nie tonie, ale radośnie unosi się na wodzie. Również zaśmiewając się do łez musiałem go szybko wyciagać, gdyż zaczął niebezpiecznie oddalać się powodowany leniwym w tym miejscu nurtem Brdy. Wystrzelawszy cały zapas śmiechomunicji towarzystwo zaczęło proponować suche szmatki na przebranie i niemal fizycznie zaczęło zmuszać mnie do wyskakiwania z mokrych łaszków. Udało mi się wykrecić, co okazało się całkiem pozytywną decyzją, gdyż 2 godziny później byłem już całkiem suchy, włączywszy buty i skarpetki. Jedynym, faktycznym stratnym w tej przygodzie był mój telefon ktory nie przeżył wodowania. Co ciekawe posiadam wodoodporną pipkę na niego ale poręcznie tym razem nie splamiłem się jej użyciem. Nauczka na przyszłość :p

35750108601_1569aacfa0_c

Dość powiedzieć, że rozochocona i nie do końca zaspokojona Woda jeszcze dwukrotnie próbowała zaatakować wciągając w oczerety Sobka i kradnąc Adasiowi Puffin’a, który zaczął pociągać go ku odmętom. Na szczęście skończyło sie bez namaczania, a przed lądowaniem w zalewie Mariolę uchroniło „przytuleniesię” do nadbrzeżnej sosny.

35840778766_69e3ca48c3_z

Oficjalny popas, foty, pasza (żurek był naprawdę dobry, choć Ślązaki krecili nochalami), lekkie rozleniwienie i Maciejas znowu popędza nas gdyż obiadokolacja już niedaleko a kilometrów jeszcze kilka.

35042225224_36bddf946b_z

Na Wniosek Większości decydujemy się na mały objazd aby zobaczyć most wąskotorówki i spróbować się z żwirowym Podjazdem-Koszmarem. Na tyle koszmarnym, że nawet Mocarny Rysz w 2/3 musiał skapitulować.

35840799316_fd68699407_z

Wracamy do nadbrzeżnych singli leśnych i pomaleńku kierujemy się ku Myślęcinkowi. Jakoże czas nieco nam się skurczył odpuszczamy ostatnią sekcję na rzecz ostatniego zjazdu… Ostatni Zjazd… Te budzące grozę dwa słowa. Szczególnie z perspektywy połamanego na Jurze pablosowego obojczyka. Tym razem udało się relatywnie lajtowo, bo Marecki „zaledwie” wywalił dzwona na zjeździe z przeciwstoku i zaliczył twarzowe powiększenie przedramienia do rozmiarów znanych z kreskówek o marynarzu Popeye.

35840776536_976eaa57e9_c

Tyle strat własnych. Na miejscu, w Centrum pasza została spożyta, Marecki spacyfikowany torbą lodu i Armiową Białą Niemiłosierną, piwa i cydry wypito a korzystając z dobrej pogody wstępnie zaplanowano nocny patrol po Myślęcinku, do którego miał dołączyć Adamos.

35840772596_b325dd2ab4_c

Dość powiedzieć, że Myślęcinek zaskoczył wszystkich bardzo pozytywnie pod względem rowerowym a ja sam sobie, podwójnie z resztą, strzeliłem w stopę (na szczęście, bez strat własnych) nie zabierając światła i zakładając pomarańczowe soczewki zamiast przezroczystych. Jazda na zakenderzonym świetle Maciejasa, na pamięć krótkotrwałą na ostatnim zjeździe (znowu ten straszny zestaw słów xD ) była jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem…

Wieczór to ognisko, kiełbasy parzace palce i podniebienie oraz raczej wczesny spoczynek po pełnym wydarzeń i wysiłków dniu.

35712395312_34129626b3_z

Dzień następny to ponowny wczesny start. Niewątpliwym hajlajtem śniadania jest swojski twarożek ze szczypiorkiem. Jak u babuni na wsi, na wakacjach 🙂

Skancerowany Marecki składa swoje klamoty i dzięki uprzejmości Maciejasa zostaje samochodowo odtransportowany do Bydzi gdyż obowiazki w Stolicy wzywają. Reszta dzieli się na dwa obozy: lajciarzy, którzy samochodowo lub najkrótszą drogą z korby wracają do Bydgoszczy i przygodowiczów, którzy pod dowództwem Rambola udają się na poprzedzone leśno-polnymi dojazdowkami zwiedzanie samego miasta.

35881424285_4858b910bb_c

Całość wycieczki krajoznawczej kończymy w bardzo nobliwie wylądającej lodziarni, która dzierży pono tytuł najlepszej w okolicy. Sądzac po ilości chętnych kilentów oraz po wyborze smaków niewątpliwie zasłużone to miano. Dodatkowo nadmienię, iż moje plebejskie podniebienie zostało mile połechtane organoleptycznie. Śliwka w czekoladzie… Mhhhmmmmm…

35881416635_007e465062_z

Wszystko dobre, co się dobrze kończy a myśmy zakończyli bydgoską edycję Singlovej w tym samym miejscu, w którym żeśmy ją rozpoczęli, czyli w znanej już nam burgerownio-pizzerni niedaleko Maciejowa.

Powitania zamieniamy na pożegnania i przyobiecanki szybkiego, ponownego zboru przy okazji jak tylko się nadarzy. Może Stallovy? Kto wie?

Osobiście, już bardziej cywilnie miałem przyjemność zrobić poprawkę zwiedzania Bydzi wraz z Maciejasem i jego familią.

35493607140_78bc832567_z

Przy okazji, nomen-omen, okazało się, że Szwalbe to nie tylko opony (całebożeszczęście, bo to szmaty starszliwe) ale również jegomość mający „nasumieniu” bydgoską filharmonię, która może się poszczycić muzyczną fontanną 🙂

Poniedziałkowym zaś porankiem snując plany na Wrześniowy Atak na Kotlinę Kłodzką umykałem ponownie pod znakiem pekapu z Bydzi do Tripolis.

Było, minęlo, byle do następnego roku 😀

Słówek kilka tytułem podsumowania.

Polska scena jednobiegawcza oficjalnie i pomaleńku zaczyna (tfu, tfu i napsaurok) nabierać kształtu oraz mięśni. Bydgoszcz totalnie i niezykle pozytywnie zaskoczyła pod względem rowerowym a organizacyjnie wyszło kilka kroków lepiej niż na dziewiczo-pierwszej Jurze. Wielkie, wielki podziękowania dla Maciejasa i Rambola za ogarnięcie trasek, logistyki i miejscówki tak blisko a zarazem tak daleko od cywilizacji. Nie dziwię się zupełnie, że Adaśko z zazdrością wypowiadał się na temat Myślęcinka 🙂

Co zatem za rok? Pomijając, że czeka nas Holenderskie Wyzwanie czyli Wiosenny Desant Rowerowy na Arnhem. Podkarpacie? Śląsk? A może stare dobre Trójmiasto? Się obaczy…

Kilka galerii rozmaitego autoramentu:

Singlova by Pablos

Singlova by Maciejas

Moja Singlova galeria

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Singlova i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s