40-tka Paul’a T. czyli spowrotem w Lake District.

Ostatki urlopu 2016/17, 40-tka Tryba i  Słomiane Wdowieństwo….

Grzechem byłoby nie pokatać xD

Meta w Elterwater zaklepana, urodzinowe bronki dla Poliszcza zakupione, Wycior zapakowany do Sztrucla, pogoda zamówiona, no i frrrru…

Przeklinając przejazd M62 gdzie utknąłem na prawie 2 godziny, dokonując ostatnich zakupów na serwisach (bo dlaczemu nie zapomnieć szczoteczki do zębów, choc w sumie lepiej niż szybkozacisku 15x150mm do przedniego koła xD) kole 19 dotarłem w okolice Ambleside skąd do Elterwater Hostel było już tylko pół rzuta beretem.

Przy ostatnich promieniach zachodzącego słońca, ze szczęką opadnięta do kolan obserwowałem szczyty ciągle opruszone śniegiem.

33676658535_3b57f4890d_z

To zdjęcie jest małym oszustwem, gdyż zrobiłem je dnia następnego. Mimo przemożnej chęci, zdrowy rozsadek nakazał nie zatrzymywać się na wąskich jak pochwa dziewicy dojazdówkach wzdłuż Lake Windermere. Może kiedyś, przy okazji…

Paul był już na miejscu, Martin dojechał wkrótce, na koniec mający najdalszą drogę do pokonania, bo aż z Walii, a konkretniej z Cardiff, Jake i Hugh.

Na kolację dojadaliśmy moje po-świąteczne zapasy czyli bigos zaprawiony dodatkami od Martin‚a dzieku jego wizycie w Aldiku.

Tradycyjny wieczorkowy wypad na bronka do lokalnego pubu (The Britannia Inn) i Poliszcze zarządził wczesną pobudkę ze śniadaniem na 8 ranko aby odpalić najpóźniej o 9, bo przed nami dłuuugi dzień.

33676662315_a1819d68a0_z

Cudowny poranek i misja przed nami – Złamać Hugh – szoszaka i nieco zabyt fafarafa gościa -, który nieopatrznie wyraził swoje rozczarowanie tym co Lake District jest w stanie zaoferować pedalarzom. Będzie grubo ]:->

Posileni i zapakowani ruszamy wyglądając przepięknego, choć trudnego i długiego dnia.

Pierwszy kapeć pozwala nieco porozbierać się, jak również poobmacywać rowery współtowarzyszy wypadu. Całą ekipą pomaleńku nabierając wysokości udajemy się w kierunku Parkmoor, z którym mam pewne niepozałatwiane sprawki po dzwonie 3 czy 4 lata temu…

Tym razem bez gleby, za to z blokującymi flow zjazdu 4×4 i rozwaloną tylną oponą. Efekt? 20 minut w plecy, połamana jedna łyżka do opon i dętka z tyłu, bo cięcia ścianki bocznej to żadne mleko nie zalepi 😦

32833562314_18cca0d6e5_z

Licznik usterek bił sobie w najlepsze, bo jak się okazało Jake zerwał łańcuch po drodze i ostatni kilkset metrów kulał się chain-less.

Popas w Torver, przy budce telefonicznej przekonwertowanej na akwarium, gdzie w końcu odzyskuję przedni hamulec podejmujemy ostateczną decyzję o szturmie na Walna Scar .

33292524210_226f4fd152_z

Niedaleko od odsapunku największe nieszczęście dnia. Martin odkrywa wielkie pęknięcie rmy, tuż przy główce. Oczywiście oznacza to koniec jazdy dla niego. Całebożeszczęście, że zauważył to teraz a nie podczas technicznego, kamlotowego zjazdu z Walna Scar.

32833547044_ec01cab4e2_z

Podjeżdżając lub nieco podprowadzając udaje nam się w końcu dotrzeć do przełęczy przed finałowym łubu-du-bu na dół. Jedno z bardziej surrealistycznych doświadczeń. Słońce pali jak w środku lata a dookoła śnieg na stopę…

33635801166_8190f955e5_z

Po zjeździe kolejny kapeć oraz przed samym Elterwater jeszcze jeden zerwany łańcuch.

Przy Cathedral Cavern pada mi aku w aparatce ale nie mam już serca gmerać w plecaku za zapasem…

Dzień kończymy świętując urodzinki Poliszcza spożywając kolumbryniaście wielką kolację w Britannia Inn. Lokalny cydr jest całkiem nielichym napitkiem xD

37 mil, niemal 1800 metrów podjazdów. Etat był charoszyj dień xD

Pobudka w niedzielkę jeszcze wcześniej bo raz, że ukradli nam godzinę na przestawieniu czasu a dwa Jake i Hugh planują wyjechać w kierunku Walii najpóźniej koło 2 po południu aby uniknąć wieczornych korków.

Zatem lajtowszy dzień z przygrywką w postaci Loughrigg Terrace (gdzie Jake wywala piękne OTB) i Coffin Route

33676535505_b7d508e26b_z

33519871292_280df528ef_z

Następnie przez lasek z pieniążkowym pieńkiem – taki lokalny zwyczaj –

33635704236_4bd984110b_z

… trochę pod górkę i trochę z górki…

33519767212_3ff62b0483_z

… docieramy do malowniczego, knajpianego przybytku w którym zażywamy wywczasu w promieniach słonka. Marchewkowe ciasto i herbata w duuużym kubasie – Sticklebarn nie rozczarowywuje 😀

33676405545_f0b8a82b95_z

Przy okazji udaje nam się osiągnać cel misyjny xD Pokonany Hugh odpuszcza i wraca asfaltem do Elterwater. 

Następnie wieeeelki podjazd, kolejny kapeć – tym razym w renatl‚u Martin‚a – oraz finałowa seria zjazdowa, przy akompaniamencie bicza Poganiacza-Jake‚a.

33546875001_c9ff027fe0_c

25 mil, 1100 metrów podjazdów i banan na gębie.

Miło powrócić do Lake District w tak fanatstycznych warunkach, nie jak to mam w zwyczaju w piździerniku lub liściopadzie xD

Komplet fotków: Paul’s 40th aka back to The Lakes

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lake District i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s