Jednobiegowe Historie – część 5 (Itr)

… aczkolwiek, albowiemż, jeżeli ktoś komuś coś, to i owszem, lecz jeżeli nikt, nikomu, nic, to i po co?

Itr zwany też okazjonalnie Mareckim. Człek o dwóch zdecydowanie różnych osobowościach. Interenetowa persona to popełniacz tekstów, których Bez-Pół-Litra-Nie-Rozbijesz a Twoja inteligencja sytuacyjno-skojarzeniowa zostanie wystawiona na najcięższa próbę o jakiej Ci się kiedykolwiek śniło. Odgadywanie zachcianek lekko znudzonej i poirytowanej Białogłowy to przy tym kaszka z mleczkiem xD Realnie zasię, introwertyczny wręcz, cichy i niepozorny zawodnik o nieco melancholijnym wzroku i takowymż poczuciu humoru.

Kiedy jednak Marek wsiada na Inbreda lub jednobiegowego – a czasem wysostrzonego – Jaguara kończy się niepozorność i cichość serca… Gość jest poprostu Cisnącą w Korby Legendą.

Czy to Jura, TPK, Wieżyca czy też Góry Sowie trzymajcie czapki, bo jak przemknie taki jeden, niezależnie czy z góry czy pod górę, to będzieci gonić za nimi po krzakach do wieczora.

Dla jasności. To co jest pod spodem to bardzo ugrzeczniona i wyprasowana próbka markowego pisania. Nie przyłożyłem do tego ręki w ani jednym miejscu. On sam, dla Dobra Ludzkości postanowił nieco przytemperować swoją manierę pisawczą. Na szczęście w posłowiu mamy prawdziwego, nieprzytemperowanego Itra 😀

Zatem dociskamy kapelusze do głów i zapraszam na ostrą jazdę bez trzymanki pod dowództwem Warszawskiej Rakiety na Pedały xD

31718599245_46fbff0afe_z

Trzeci raz zaczynam pisać opowieść jednobiegową. Z pozoru pisanie przychodzi mi łatwo, robaczki liter szybko układają się we wstęgi wersów, jednak po kilku chwilach powstaje tekst, który nie nadaje się do czytania. Dlatego muszę pisać krótko.

Jeden bieg, nie ma czegoś takiego jak jeden bieg. Są rowery i rowery z przerzutką. Taki był podział w czasach mojego dzieciństwa, każdy chłopiec marzył o kolarzówce, a musiał jeździć na Wigry albo Pelikanie.  Rower z korbą na kliny i hamulcem torpedo był codziennością.

31602891351_2d322f87ff_z

Najprostsze rozwiązania sprawdzają się zawsze, choć nie wszędzie. Nie fascynuję się modą, sam szukam przyjemności, optymalizuję doznania. W zasadzie od dwunastego roku życia miałem rower z przerzutkami, który na zmianę był rowerem szosowym, miejskim i w końcu prawie górskim, ale na pewno turystycznym, biały Pasat, 10 przełożeń.  Na koniec to właśnie ten rower przeżył kastrację napędu, po zdjęciu przerzutki, i w końcu zamianę wolnobiegu na ostre koło.

Ostre koło  w ramie polskiego Wichra okazało się rozwiązaniem idealnym do codziennego  przemieszczania się między samochodami, z powodzeniem brałem je na jesienno-zimowe treningi wyjeżdżając na podmiejskie asfalty, w tamtym okresie raz tylko założyłem do Wichra koła z szytkami i wolnobiegiem , przełożenie 53/17, bardzo mi się nie podobało. W grupie kolarzy było raz za twarde raz za miękkie.  Ostre koło na treningach poza torem lepiej praktykować samemu, lub z jednym  partnerem.

31345477530_034c95b6f0_z

Ostrokołowość w wydaniu miejskim trąci szpanem, dlaczego narażać się na obciach i pedałować bez przerwy zapytacie… dla mnie najważniejsza jest ciągła modulacja prędkości. Ruch roweru jest dokładnie taki jakim uczynią go nogi. Instynkt opanowuje nowe przestrzenie. To jest to zespolenie z rowerem  podkreślane przez neofitów.

W mieście jeździłem dużo, w gęstym, wąskim ruchu, nerwowo, nonszalancko, za granicą rozsądku. Ale to nie był styl kurierskich wyścigów, jestem kierowcą auta i mam wyobraźnię, staram się nie jeździć w oparach cyklo absurdu i terkocie braku wychowania, nie wciskam się przed samochody, uznaję karnie czerwone światło.

Codzienny rower w spalinach to nie jest to co Kłapouche lubią najbardziej, dlatego zawsze pociągał mnie stumilowy las, najukochańszy to Puszcza Kampinoska. Piasek korzenie czasem wydmy, czasem ubite, czasem mokro, częściej sucho. W zasadzie przełajowe opony i ostre koło nie bardzo pasują do tego lasu. Stałe przełożenie obciąża człowieka, to orka. Korzenie i piasek wymagają ciągłego zapasu mocy, jednak przebijanie się na ostrym przez ławicę piachu jest przy dobrej sile j łatwiejsze bo bezwładność  napędu pozwala zachować obrót , pęd napędza koło, martwy punkt się kamufluje. Na ostrym trzeba wbijać się na wysokiej kadencji, z impetem.

31602896621_1a4e3c4ace_z

W moich ostrych rowerach w zasadzie prawie zawsze miałem po dwa hamulce. „Prawie” bo był okres,  bez tylnego hamulca w beżowym Inbredzie, chyba nawet na Paprykarzu, z prozaicznej przyczyny, nie miałem dostępu do odpowiednich piast i dopiero po amerykańskich problemach i odsyłaniu złej piasty, sklep za wielką wodą dał mi emtebetarczową pełnię ostrokołowego surlyszczęścia.  Jedynie w rowerze torowym (Pruszków) nie mam hamulców , ale w każdej innej ramie już tak. W terenie da się jeździć w zasadzie bez dotykania klamek.  Ale tylko do czasu, kiedy te klamki warto nacisnąć! Po prostu się przydają! Każdy zjazd po wielkich kamieniach czy korzeniach bez tylnego hamulca zamienia się w dramat, nogi aby hamować pracują niespecyficznie,  a ręce zapierają się o kierownicę, ciało tężeje, i nie można dobrze amortyzować i balansować. Wtedy bez tylnego hamulca znika przyjemność z jazdy. Przedni hamulec też jest ważny, skidowanie tylną oponą w terenie jest  fajno-śmieszne, ale mało skuteczne gdy koło skacze po nierównościach. Utrata łańcucha zdarza się przecież również  w najgorszych momentach, dlatego zawsze warto mieć oba hamulce.

30876758384_ed162b5930_z

Ryzyko poruszania się na ostrym kole związane jest też z ciągłym ruchem korb, można zrobić cyrkla, można wystrzelić jak z katapulty gdy pedał złapie za wystający korzeń,  część zagrożeń omija się odruchowo,  ratuje wprawa lub brawura.  Można się  tylko szybko boleśnie zdziwić.

Czy jazda na takim rowerze jest praktyczna? Nie, czy warto próbować? Tak, jeśli teren do jazdy jest równinny. Ale na trasie XC taki rower zamienia się w kajdany galernika, ścigałem się kilka razy, nie polecam.

Co jest ciekawe, dlaczego lubię ostre koło?  Wspomniana modulacja prędkości nogami, cisza napędowa, cudowna zimowobezserwisowatość. Trening na OK poprawia, buduje nawyk ciągłego obrotu, pracę na wyższych kadencjach, siłę na szykanach, i mięśnie hamujące.  Mam wrażenie, że  nogi po zimie na ostrym dobrze  zachowują się podczas długich zjazdów na zwykłym, przerzutowym mtb, lepiej amortyzują, tak jakby dwie grupy mięśni lepiej amortyzowały wstrząsy przy długim braku obrotu.

W zasadzie pierwsza moja wyprawa na czystym singlu miała miejsce w tym roku. Do Zawiercia wziąłem Jaguara, opony przełajowe 33mm.

31345474830_27b5f7b510_z

Jura okazała się terenem koszmarnie trudnym dla tej szerokości.  Szlak Warowni  Jurajskich nadaje się dla klasycznych opon MTB, szerokich.  Dobrze mieć trzy calowe opony na „plusie”.

31718602785_0f881fc23a_z

Trzeba srogo cisnąć na podjazdach, miło machać nogami na prostych i asfaltach.  Na długich i świetnych zjazdach ostre koło byłoby koszmarnym nieporozumieniem, ale wolnobiegowiec dostaje skrzydeł, cudowne „nie machanie nogami”.  Zagłębie Dąbrowskie to nie tylko najlepsze na świecie pieczonki( potrawa z ogniska), ale obietnica świetnej rowerowej zabawy. Zawiercie, ach!  To cyklistyczny dowód na zasadność monospida.

Przerzutki potrzebne są do jazdy w górach, w terenie bardzo piaszczystym albo w czasie trudnego śniegu. Warto jeśli tylko jest okazja sprawdzić co to znaczy jeden bieg, rozsądnie wybierając miejsce takiej próby, i przełożenie. Może to być improwizacja, pamiętam przed wielu laty na pewnym  działkowym eldorado pożyczyłem zdezelowany rower, Turing 2, damka koła chyba 26 cali, opony typ wiejski. Godzina ganiania się tym telepiącym rumakiem po nadbużańskich lasach minęła jak z bicza strzelił, proste rozwiązania, są najlepsze . Jednak jazda na Ukrainie z krótkimi korbami i kołami chodzącymi na boki, dalej niż do pobliskiego sklepu może trochę sparzyć.

Na zakończenie chciałbym podkreślić że nie namawiam nikogo na ostre koło, na singla jak najbardziej.

Dziś pierwszy raz od 3 miesięcy jeździłem na 29 calowcu, w swoim lesie. Ze względu na uraz kostki który ma już rok, nie chcę jeździć na stałym przełożeniu, po Zawierciu jednak czułem nogę, choć dostała solidnie w kość, to  nawet koło domu gdzie teren jest łagodniejszy skasowałem ostatecznie ostre koło MTB. Dziś korzystałem w lesie z przerzutek, i zmiany rytmu, na wydmach, podjazdach i w piachu, jednak 90 % jazdy przebiegło dokładnie na tym samym przełożeniu co w ostrym Inbredzie, automatycznie, dokładnie plus minus jeden ząbek bo nie wiem co tam w kasecie XT jest na trzeciej zębatce 15 czy 16 z.  Dlatego jeżeli nie ma w pobliżu długich podjazdów, ani  wielu kilometrów rozbiegowych na asfalcie  singiel jako choćby rower zimowy sprawdzi się znakomicie. Warto próbować, napinacz, reduktor zębatokastracyjny na bębenek , i czeka przygoda.

Posłowie (czyli Marek w wersji nieuprasowanej…)

Jako żem rzem rzecze dorzeczy…

Jaguar, mój poligon koncepcji kolejny raz udzielił nocnej lekcji… Apgrejd do mojego napisania, jeszcze  non publikando, Krzywokołowego.

Można by napisać posłowie, erratum.

Rozdz.1

Jest rok w dalekiej  dalekiej przeszłości.

Wizytowałem duży i przesadnie drogi sklep, znajduję nietypowe jak na ten sklep opony podobne do przełajowych, nic wielkiego, cena 40 zł… chcę, ale odchodzę, ale po co Ci to ;)

Była sobota, leniwa. Powrót do domu, gazeta „oferta” dużo ogłoszeń małym drukiem, jedno z nich ” stara kolarzówka” Warszawa.

Dzwonię i jadę.  Piękna i Stara Praga,ruderowo, środkowo. Przez bramę, w podwórku,  drewniane schody, specyficzny zapach, zapach schodoklatki, pan w białej koszulce na ramiączkach, idziemy do piwnicy. Na kupie leży kolarka, taka tam, stan jak z piwnicy del klekot dezel, pan na niej z żoną pod miasto do Powsina jeździł w młodości, syn szprejem na błękit metalik po całości pociągnął wchodząc na detale hamulcowo korbowe, i nawet srebrolem  widelce rasował na „chrom”:.

-Ile za to?

50 dych chyba

-Panie to dezelacja, przyjechałem, clar w piwnicy  Panu robię, no i jak to chyba nie 50?

Dobra daj dychy cztery…

Dałem.

Jaguar w cenie opony.

Rozdz. 2

Napompowane szytki trzymają luft,

Jadą misie, ale fajnie, do sklepu po klamoty żeby podszykować,  odrapane cudo, lewy pedał albo korba podgięte, koła na boki chodzą ale się toczy.

Po torach tramwajowych szyteczki jadą jak po maśle, ale amortyzacja, to mój pierwszy szytkoraz. Jadę w poprzek a nie w wzdłuż torów, na początek tyle starczy.

Jechałem sobie miło nie szybko nagle auto mi deba staje przed nosem bo mu rowerzysta na zebrę pod maskę wjechał, łobuz, zaraza.

Chwytam ZZR mulce, mocno, by stanąć, jakie to uczucie kiedy nagle dwa strzały  pod palcami,  pękły linki hamulcowe, rower jechał dalej, barko ramię kleję na szybie Partnera, miękko ale z przytupem, panowie strażnicy miejscy bo ich auto przytuliłem tak źli byli na rowerzystę z przodu że nawet nie poczuli, kiedy wjechałem im w zad, na moje szczęście.

50 metrów i z dziesięć lat później w tym miejscu takie to były widoki:

 

te1

Rozdz 3

A technicznie rama widelec kierownica hamulce mostek tylna piasta stery pozostały – działały, reszta dosztukowana,śmiesznie i nieporadnie. Był pakiet-suport Campagnolo, ciężki jak żelazko, ale kręci się jak na bateriach, korba Dotec, z biopacem do kompletu, żadnych szaleństw. Lakier podrapany

Gdy w końcu w miłym sklepie na Gibalaku kupiłem dwie opony szosowe stomil gat II ( czy one były z przed okrągłego stołu do dziś się zastanawiam) rozpocząłem prawdziwe szosowe śmiganie, Pamiętam, że petla wokół Kampinosu, na pierwszy raz bolała plecami strasznie. 150 km w sześć godzin.

Następna konwersja była na Bieszczady, opony 37 mm,  wolnobieg megarange z 34 zebami, i jeździłem tam po asfaltach dziurach i nawet ciut offroad. Chyba z prostą kierownicą…

Kolejna zmiana była wyścigowa, opony przełajowe, klamkomanetkowo sora… i ziuuuuu….. wyścigi  na Mazowszu, nawet pod Łodzią się ścgałem, ciężkie to było, koła miałem iście pancerne, co za głupota, waliło w nadgarstki, ale był napęd i przygoda, czego chcieć więcej.

Kiedyś gdy znudziły się przerzutki powstało coś takiego na oponach przełajowych gronostaj, ok, :

jaguarniyuigher5tu6gu78667.jpg

Po wizycie u Pana Szczecin Rama R poczerniał z piwotami

 

qertyjhgfvdf35tyg.jpg

Rozdz. 4

W Zawierciu pokazał się z kierownicą na barana, i pierwszy raz w historii w singlowym wolnobiegu.

Przed niedoszłym dla mnie Paprykarzem 2015 i przed Stalową Sową 2016 dwa razy montowałem ten rower z biegami jako przełajówkę, i to jest jak dla mnie koszmar :)

Nigdy więcej trudnego terenu na oponach do CX,

Właśnie wróciłem do opon slik – Michelin Anemic(Dynamic) 700×28, bardzo fajnych, złożyłem pełne błotniki jak Rambol Bambol, i Ostre Koło ….

I to jest to  co lubię w tej ramie najbardziej!!!!

Jeden rower i tyle wcieleń, najlepiej podany na ostro i bez bieżnika, żeby się nie trzęsło brzuchem…

Rozdz. 5 piąty jak Memento, Kredo, Multikino

Jednobiegacze MTB tak,

Jednobiegacze z wąską kiszką w trasy MTB nigdy nigdy nigdy :)

Nawet zwykłe CX chłopców w Sowich jak dla mnie były koncepcyjnie jak noc poślubna w pościeli z pokrzyw, nie ma że nie piecze :)

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii jednobieganie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jednobiegowe Historie – część 5 (Itr)

  1. Adam pisze:

    Majstersztyk 😉

  2. tjarysz pisze:

    Mareczku kocham cię!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s