Jednobiegowe historie – część 2 (Kazafaza)

– Panie Kazimierzu! Ma pan klucz od kabiny?
– Bardzo państwa, proszę nie podpowiadać.
Bardzo proszę.
– Kluczbork.
– Odpowiedź prawidłowa – Kazimierz.
– Roman.

Kazimierz, Kaziu, Kazik, Kazafaza, Kaza, Lord Kazafazon lub w skrócie Lord…

Jedna z najbardziej pozytynych osób (jeśli nie najpozytywniejsza…) jaką przyszło mi zapoznać „pokorbie”.

Graboski razu jednego dokonał jakiś szemranych zakupów w JuKejowie i wydelegował mnie do odbioru i zorganizowania przerzutu UK-PL.

-Kazafaza zna Ciebie, także jak byś mógł odebrać lub zorganizować posyłkę i przytargać to ze sobą jak odwiedzisz Tatczyznę…

WTF??? Nie przypominam sobie, żebym jakiegoś szermanego Polaczka z Birmingham zapoznawał. No ale kit. Jak cuś to poprostu się przejadę.

Pojechałem, zapoznałem i reszta jest już historią 😀

Wynalazca i Pierwszy Animator Nie-Sławnych Przemytów z Harbatowa do Kraju-Raju, Niestały Miłośnik Gienków, Znawca Broomskich Kanałów…

Mamy trochę bliżej niesprecyzowanego niefarta jeśli chodzi o nasze, wspólne wypady rowerowe. Często patolem w szprychę staje zdrowie Kaziątek, konfliktujące terminy lub najzwykleszy paszek. Ale jak już uda nam się spiknąć wtedy jest GRUUUBO ]:-> Rwą się grube, singlowe łąńcuchy, zjadamy bez popitki emtebeciarzy na Pikowych zjazdach i podjazdach używając przełajek oraz generalnie robimy siarę xD

 

Zatem Jego Kazowa Lordowskość i Onegoż Jednobiegawcze Przypadki.

29387080362_8c950af5bb_c

Kaziu. Moment po zabawie durszlakiem i krowim plackiem.

 

Moim pierwszym singlem był Romet. Niestety nie z wyboru, a raczej z narzuconej przez rodziców woli obdarowania mnie takim właśnie pojazdem, tudzież z powodu wąskiego wyboru rowerów w zamierzchłych czasach. Naturalnie, była to krajowa produkcja z jedynie słusznego materiału podatnego na długofalowy związek z Rudą Zochą. Nazwa modelu inspirowana była bohaterem peerelowskich kreskówek – nieustraszonym, bojowym, przebiegłym psem rasy kundel, wabiącego się Reksio. Jedyny dowód fotograficzny został pogrzebany grubą warstwą kurzu w rodzimej piwnicy…

Domino, Wigry to nazwy następnych singli którymi smagałem w miarę postępu wzrostu kośca. Aż nadszedł czas American Rider.

29206548740_612f7d6109_o

http://bmxmuseum.com/image/romet_american_rider_lg.jpg

Jako świeżo upieczony komunista zostałem(wraz z połową podwórka, jak się później okazało) szczęśliwym posiadaczem pierwszego BMXa na dzielni. Z tamtego okresu pamiętam krew, łzy, piach w zębach i grawel w kolanach. Stłuczone siekacze po nieudanym skoku z improwizowanej hopki. Wstrząs mózgowia po skoku spadnięciu ze schodów. Koniec końców rama nie wytrzymała moich masochistycznych zapędów młodzieńczo-ekstremalnych i pewnego pięknego, słonecznego, lipcowego poranka postanowiła cudownie jebnąć na główce akurat jak toczyłem się w dół po schodkach. Po wyplataniu się z pozostałości ramy i otarciu łez (smutek po stracie ramy czy porażka przy pokonywaniu przeszkody?) zaniosłem resztki grata i cisnąłem w najciemniejszy kąt piwnicy. Na szczęście – foch mój musiał nie mieć granic, gdyż rodziciele wybanknocili się na nową ramę. Białą!

Służyła mi ona o wiele dłużej, później zapewne służyła jeszcze jakiś czas złodziejowi/paserowi po tym jak wyparowała z piwnicy…

Kilka lat później, po emigracji ku zachodzącemu słońcu i paru rowerowych wtopach zanabyłem dirtowego Saracen’a. Młodzikowe wygłupy powróciły w mglistych wspomnieniach, zaprawione dozą odwagi mierzonej w złocistych półlitrówkach pomogły urzeczywistnić powrót na łono cyklistów urbańskich starających się odkryć na nowo miejską architekturę. W takim miejscu tylko syngjel gwarantował niezawodność, ciszę i niską wagę. Nieoceniony był także brak groźby powrotu z kamasza w razie upernicznenia tyłrzutki.

Nie pamiętam co też stało się z Saracenem (ech, te złociste półlitrówki), ale jego miejsce godnie zastąpił Syntezator. Dzięki niemu poznałem posiadacza takiej samej ramy, owianego złą sławą pogromcy pucharów, obecnie katującego pięknego stalowego singla – Koval’a. Ja się swej ramy pozbyłem (żałuję po dziś dzień) a ten drań nie chce mi swej odsprzedać pomimo iż się kurzy na ścianie w Jego salonie. Grrr..

28873184063_faaaec2e7b_z

Sintesi Konstriktor

Konstruktor pomimo iż zwinny, zwrotny i śliczny pozostawiał jednak pewien niedosyt…może fakt iż mając 1,9m bez centa nieco głupio było gdy rower o ramie 14″ pałętał mi sie koło kostek. Stąd też decyzja o przejściu na Wielką Kichę.

 

Gary Fisher RIG był moim pierwszym „dużym” synglem. O Matyldo, jak to-to sie turlało po wertepach! Tam, gdzie wcześniej wpadałem w telepawicę i oczopląs, teraz śmigałem niczym ojczym dyrektor w mejbachu. Sticker Bomb, białe kable, szwabskie wielkie jabłka 2,35″, brak przeszkadzajek biegowych powodowały napływ endorfin ku mej puszczce mózgowej za każdym razem gdy deptałem pedała.

29387080212_526093ac3e_z

Gary Fisher RIG

Po RIG’u a.k.a. Rzygó, nieco zbłądziłem przez dwa rowery z biegami, ale powróciłem z Koną Unit która w transporcie, dzięki „uważnej” opiece kurierów, nabrała nieco innych kształtów niż zamierzone przez dizajnerów. Przednie koło nie chciało się zmieścić w tylne haki! Na szczęście stal, jako dosyć plastyczny materiał, pozwolił na uformowanie tylnego trójkąta na nowo ku uciesze mej, następnie mechanika ze sklepu, po czym mechanika u konkurencji by ostatecznie wyzionąć ducha pod kołami Passata. Amen.

29206548790_0f6ab87d43_z

Aaa, w międzyczasie nastąpiło Góvno na Śniegu, jako rower ojczyźniany. Matką chrzestną, odpowiedzialną za plebejskie imię, została Kazafazowa. Super sztywny wideł z GT Peace, przełożenie 32:14 na kółkach 26″ idealnie sprawdzało się na zachodniopomorskie wierchy, momentami tylko starając sie zmielić moje rzepki w żużel.

28873183913_fe50f18bd6_z

Genesis iO SS

Z innych syngli, które zdążyłem pociurać i miło wspominam:

– Marin Hamilton vel Miriam*, odziedziczony po kliencie, ktory postanowił nie inwestować w naprawę tegoż a wysupłać na nowe koło.

29387079952_96500587ff_z

Marin Hamilton
*Miriam’em pozostał w chwili gdy założyłem doń dropbara i trzybiegową planetarkę…

– Manson…Trek Marlin, singiel, Mansonem został gdy pobłądziłem i wrzuciłem mu osiem biegów.

28873183763_6a6a780356_z

Trek Marlin SS

– Ogór. Reynolds 725, leniwe kąty…baardzo udany model. Tylko rok w produkcji!?!

29206550670_5a534ac531_z

Genesis Fortitude Adventure

– HaeL. Gienek, mój ukochany Gienek. Najbardziej burzliwa historia romansu – sprzedany jako rower by następnie odkupić samą ramę i zbudować nowy projekt, skradziony przez ćpuna i następnie szczęśliwie odzyskany z dziupli…występował pod mą rzycią jako singiel ze 120mm skoku, singiel sztywny, ośmiobieg 100mm, ośmiobieg sztywny, singiel sztywny z półgrubym frontem, singiel 100mm z półtłustym przodkiem. Miód machina!

29387080082_cf0a7f0f1a_z

Genesis High Latitude

– Longienek. Zwycięzca*. Autobus. Spasiona wersja Fortitude Adventure, gotowa przyjąć trzycalowe parówki. Ciekawa historia – Genesis po zmianie na stanowisku głownego projektanta zmieniło swoją rozmiarówkę…wszelkie Gienki do 2014 pasowały mi w XL’ce. Longienek nadal był OK, ale jednak brakowało mu zwinności pozostałych ikselek biorąc pod uwagę dodatkowe 20mm do górurki.

28873184133_1e8d721c77_z

*Zwycięzca Stallovego 14′

Foto: Maciejas

– Longienek Krótszy. Rama 19″ zamiast poprzedniej 20,5″, nabyta od Yarr’a (dzięki Brachu!) Znaczny wrzost radochy w terenie – prowadzi się w końcu jak auto, nie ciągnik z naczepą.

28873184203_541f6d630e_z

Genesis Longitude

– Krampuśniak. Rower zagadka. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie – kiera płaska czy wdółgięta?

29206550130_5d84298016_z

 

28873183633_33a3d9b78a_zSurly Krampus

A więc dlaczego singiel? Bo jestem zbyt leniwy by czyścić zębatki. Bo nic tak nie wkurza jak rozregulowana przerzutka. Bo jest ciszej. Bo jest taniej. Bo miny „biegatych” gdy są mijani na singlu np. pod górkę są bezcenne. Bo mam wytłumaczenie gdy biorą mnie pod górkę „biegaci”. Bo rower ładniej wygląda. Bo mniej czasu poświęcam w warsztacie. Bo inaczej nic bym tu nie miał do dodania.

28873182913_bf303cb8c4_o

Do singla trzeba dorosnąć. To niemal jak syndrom faceta w średnim wieku z czerownym kabrioletem. Czymś takim jeździ się jak ma się lat -dzieścia celem podbojów płci przeciwnej (lub nie – jak komu libido podaje). Wieje, głośno, ptaki na łeb srają. Ale czuć to coś – zapach asflatu i sprzęgła, poliki smagane spalinami… Następnie kupujemy sedana, kombi gdy dzieci przybywa. Ale wracamy do czerwonych kabrio gdy pragniemy znowu tej młodzieńczej fantazji, braku wygód a raczej surowych doznań z jazdy. Prawdopodobnie tak właśnie jest. Pewności nie mam, nadal czekam na czerwone kabrio. To pierwsze 😀

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii jednobieganie, single speed i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s