Z wizytą u Bartka Basińskiego, szefa Exigo Bikes.

Dosieur:

Bartłomiej Basiński, 34 lata, CEO i MD Exigo Bikes.

Rodowity łodzianin, z zamiłowania inżynier z doświadczeniem w rodzinnej firmie, od 2007 roku w UK.

Żonaty, dumny tata małej Zuzi…

Jak to się stało, że zainteresowałeś się budową ram, budową rowerów?

Ilekroć, jeszcze w Polsce jeździłem na rowerze, zawsze czegoś mi brakowało. Konkretnych komponentów, geometrii czy też materiału. Po przyjeździe do Anglii zauważyłem, że alu i karbon to nie wszystko. Zacząłem się zastanawiać, szukać w internecie, czytać prasę i tak trafiłem do The Bicycle Academy pod skrzydła Brian’a Curtis’a, założyciela Curtis Bikes. Dzięki jego ponad 40-to letniemu doświadczeniu otrzymałem bezcenne wskazówki jak lutować, ćwiczyć i nabierać wprawy. To co nastąpiło dalej było już tylko prostym następstwem. Warsztat, narzędzia i godziny treningów. Tak dochodzimy do dnia dzisiejszego…

Dlaczego stal?

Nigdy nie byłem zachwycony aluminium a swoją przygodę z rowerami zaczynałem w latach 80-tych ubieglego wieku, jak niemal wszyscy wlaśnie od stali. Po przyjeździe do Anglii zorientowałem się jak wiele pozytywnego zamieszania jest dookoła współczesnych, stalówek. Że można je budować bardzo lekko, że oczarowuja komfortem użytkowania…

Dlaczego jednak nie tytan, czy tak ostatnio popularna nowinka jak bambus?

W mojej opini to kwestia wysokich kosztów tak dla tytanu jak i dla bambusa oraz. Stal zachowuje ów tak potrzebny balans pomiędzy stabilnością, komfortem i niska wagą. Oczywiście fajnie mieć węglowy rower który waży 6 kilogramów, ale w codziennym użytkowaniu, każdy najlżejszy nawet boczny wiatr przestawia taką konstrukcję na drugą stronę szosy. Nie pomaga w tym również przeważnie większa powierzchnia boczna węglowych ram.

Pomyślał by kto, że bambus to poprostu kawałek przerosniętej trawy, ścinasz, kleisz i jest git.

Bambus sam z siebie nie jest jakimś bardzo drogim materiałem, tylko wszyscy zapominają, że nie podobna skleić go na styk jak kartkę papieru, trzeba do tego użyć żywicy i karbonu. A ten ostatni nie jest tani…

Ile czasu zajmuje stworzenie ramy, od idei po oddanie jej klientowi do ręki?

To zależy przede wszystkim od klienta, bo klient jest tutaj najważniejszy…

Załóżmy zatem, ze klient jest zdecydowany, wie czego chce, nie szuka dziury w całym, nie robi problemów, jest klientem typu: Mam-Taki-Dokładny-Pomysł-Chce-Żeby-Pan-Mi-To-Zrobił.

Jeżeli taki klient się zdarzy, to jest to błogosławieństwo, dlatego, że takich klientów tak naprawde nie ma (śmiech). Nawet najbardziej zdecydowany i pewny swego, gdy przychodzi do podejmowania wiążacych decyzji nagle zapala się do wczesniej nie branych pod uwagę pomysłów. Projektowanie papierowe a później w CAD’zie to kwestia około 2 tygodni. Samo przycięcie i polutowanie ramy to kolejne 4-5 dni. Gdy to jest skończone zaczyna się najtrudniejsza, najbardziej czasochłonna część procesu twórczego. Czyli czyszczenie, pielęgnowanie i cyzelowanie. Przy tym nie warto nawet patrzyć na zegar bo zajmuje to niezliczone wręcz godziny. Tymbardziej, że nie sposób spojrzeć klientowi w oczy i powiedzieć: Rower jest gotowy, jeśli nie jest się w pełni zadowolonym z wyników pracy. Dlatego bezpieczny czas który pozwala przejść od pierwszych szkiców do pomalowanej i gotowej do odbioru ramy to około 8 do 10 tygodni. Tym bardziej bezpieczny, że nie raz klient potrafi zmienić zdanie lub w ostatnim momencie dodać to czy owo. A jeżeli ostatecznie okaże się, iż potrzeba było mniej czasu, to tylko radość dla klienta a dla mnie bonus…

Kontynuując oprócz projektownia, to własnie to czyszczenie i cyzelowanie zajmuje najwięcej czasu?

Tak, zdecydowanie. Szczególnie jeśli klient chce aby rower był łaczony za pomocą wymyślnych muf. Czasem trzeba stworzyć łącznik z 2 czy nawet 3 osobnych rurek własnoręcznie. A to potrafi zająć nawet 2 czy 3 tygodnie. Jeśli mamy do czynienia z prostym, opartym o ogólnie dostępne elementy projektem jego polutowanie to stosunkowo szybka robota. Większość budujących lepiej lub gorzej polutuje każda ramę. Zasada jest prosta: im czystsze, bardziej pozbawione zacieków lutowanie tym mniej czasu spędza się na pieszczeniu spoin.

Słowa, które najczęściej powtarzasz przy pracy, przy budowie ramy.

Cholera (śmiech)!!!

Tylko tak delikatnie?

Tak, tylko tak delikatnie. Generalnie jest to oczywiście cięższy kaliber, ale do wywiadu nie wypada (śmiech). Tak naprawdę, nie ma projektu który nie gnereuje jakiś problemów. Nawet Thunder, który będzie przeze mnie budowany wkrótce po raz 4 może gdzieś zaskoczyć. Jeden zbyt mocny ruch pilnikiem i leci „Cholera!!!” bo trzeba wymienić cała rurke i zacząć pewien etap od poczatku. To też trzeba uwzględnić w całkowitym czasie budowy. Tymbardziej, ze stal ma takie a nie inne właściwości i nawet najdokładniej docięta i polutowana często wymaga drobnych korekt. Dlatego im większa dokładność spasowania rurek oraz docięcia infuł tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia niespodzianek. Stal to wdzięczny ale i też bezwzględny material. Jeśli wykonasz coś niedbale, ona to napewno przeciwko tobie wykorzysta.

I pewnie będzie się tam coś giąć, przesuwać…

Dokładnie. Więc żeby tego nie było warto spędzić pół godziny, czy godzine wiecej na docinaniu infuł, przykładaniu, sprawdzaniu prześwitów, zanim się przystąpi do lutowania. U mnie tego nie brakuje i przekonałem się, że naprawdę jest to rzecz najważniejsza w momencie kiedy przychodzi lutowanie roweru.

Mufy czy raczej na gładko?

Sam zaczynałem od muf i sprawiło mi to ogromną przyjemność. Raz, że mogłem pobawić się z samymi łącznikami, nadać im odpowiedni i indywidualny kształt. A dwa to fakt, iż mufa dodaje rowerowi tekstury, charakteru. W przypadku kiedy masz wszystko na gładko trzeba dobrze przemyśleć jak zindywidualizować projekt. Z perspektywy własnego doświadczenia preferuję gładkie wykończenie, gdyż zmusza to do dodatkowej kreatywności. Warto dodać, że wprawdzie samo lutowanie ramy na mufach jest szybsze niż gładkiej, to czyszczenie zajmuje zdecydowanie więcej czasu i nie raz trzeba wykazać się nieszablonowym podejściem do tej czynności.

Jak bardzo podczas budowy konkretnej ramy docelowe komponentarium determinuje końcowy wygląd roweru? Pomijając oczywistości typu piasta 135mm w widelcu o tym samym rozmiarze.

Projekt samego roweru, kształt jego ramy, uzależniony jest od klienta. Natomiast jeżeli chodzi o dobór komponentów, kolorystyki, pancerzy, owijki, to tak naprawdę decyzje są podejmowane na bieżąco w trakcie budowy samej ramy. Osobiście staram się mieć jak najlepszy kontakt z każdym klientem. W zwiazku z tym sugeruje kolory, które wydają mi się najlepiej pasować do konkretnego projektu lub nawet geometrii. Czasem jednak klient uprze się na jakiś konkretny, moim zdaniem nie bardzo szczęśliwy zestaw kolorystyczny. Wtedy oferuję komputerowo wygenerowana wizualizację. I pada pytanie: Czy jest Pan pewien? Bo jak zostanie zrobione, to już nie ma odwrotu…

Czy są jakieś rzeczy których aktualnie nie jesteś w stanie zaoferować tak przez brak umiejętności czy też przez nieposiadanie jakiś wyjatkowo unikalnych, drogich narzędzi czy sprzętu?

Są oczywiście rzeczy, których przy budowie ram dotychczas nie robiłem, ale generalnie wiedziałbym jak je wykonać. Poprostu na razie nie było zapotrzebowania. Ze względu na wymagające reżimy technologiczne i specyficzne narzędzia narazie nie oferuje ram ze stali nierdzewnej. Jednak jeśli chodzi o nawet bardzo wymyślne życzenia dzięki moim kontaktom jestem w stanie zapewnić bardzo szerokie spektrum unikalnych detali. Trzeba jednak mieć świadomość tego jak takie dodatki podnoszą koszty budowy ramy. To także jest już uwzględnione w całkowitym czasie budowy roweru, gdyż niektórzy z moich podwykonawców ze względu na swoja renomę i obłożenie wykonują moje zamówienia w terminie 2-3 tygodni.

Narazie nie dotykasz nierdzewki. Zatem zwykła stal… Jakich rurek używasz?

Na codzień pracuję na rurkach Columbus’a. Oczywiście jeśli jest to życzenie klienta zrobię na Reynolds’ie, choć osobiście uważam, że są to rurki predystynowane do cięższych zastosowań. Rowery MTB z ambicjami, rowery transportowe, wyprawowe. Jeśli chcesz aby twój rower był lekki, szybki i responsywny zalecam Columbus’a

Malowanie ramy. Wspominałeś, że ktoś robi to dla ciebie. Rozwiń troche ten temat…

To jest akurat bardzo interesujący sprawa, dlatego, że do tej pory miałem ogromne problemy aby wogóle, znaleźć kogoś kto potrafi się poświęcić (bo tak to należy nazwać) i zrobić to z odpowiednim pietyzmem. W końcu trafiłem na pasjonatę odnawiania starych Volkswagen’ów, który na dodatek jest również kolarzem z zamiłowania. Dodatkowy plus to fakt iż, oprócz wielkiego profesjonalizmu i staranności tego człowieka, jego warsztat znajduje się ledwie milę od mojego. Gwarantuje to świetny kontakt a także możliwość natychmiastowego przedyskutowania problemów jeśli takowe podczas malowania się pojawią.

Ramy na miarę, ale do swoich rowerów oferujesz również ręcznie robione widelce. Dlaczego nie gotowe, karbonowe czy też dostępnę na rynku stalowe widelce, które można kupić?

Jeśli popatrzysz na większość obecnie budujących ramy rowerowe, to generalnie wszyscy oferują widelce karbonowe. Ja przypominam, ze również widelec może być indywidualnie dopasowaną, integralną częścia charakteru danego roweru. Tak po prawdzie, to mało który widelec karbonowy pasuje do danego projektu. Cieniutkie rurki i grubaśne, wielkie, golenie, które poprostu ruinują zupełnie, cały wygląd, całą delikatność roweru. Poza tym muszę przyznać, że robienie widelców wcale nie jest bardzo trudną sprawą i skonstruowanie takowego od początku do końca zajmuje mniej-więcej jeden dzień. Moim zdaniem wstawianie wziętego z półki widelca zakrawa na małe oszustwo w stosunku do klienta. Sam buduję widelce do ram stalowych i to się bardzo ładnie komponuje. Oczywiście, jeżeli klient zażyczy sobie widelec karbonowy to jak najbardziej.

Wróćmy zatem troche do tego, jak to wszystko działa. Ile czasu zajęło tobie ogarnięcie podstaw budowania ramy?

Wszystkich podstaw nauczyłem się we Frome, w TBA. Tam własnie pokazano mi jak lutować, operować palnikiem, docinać infuły, czyścić spoiny. Jeżeli chodzi o projektowanie to nie musiałem się tego uczyć, gdyż robiłem to już wcześniej, w Polsce podczas pracy w firmie u mojego ojca. Najwięcej czasu zjęła nauka poprawnego czyszczenia. Wagę tej czynnośći widać szczególnie w sytuacji gdy masz ¾ roweru wyczyszcone i zabierasz się do cyzelowania ostatniego lutu a pilnik poleci za daleko albo nie w tą stronę co trzeba i powstanie „babol” którego nie jesteś w stanie naprawić… Tak naprawdę to można naprawić, ale wtedy rośnie prawdopodobieństwo, że znowu ze względu na swoje właściwości stal odkształci się i całość „poleci” w bok. A rower jest już niemal gotowy do odbioru przez kienta. I to jest ponownie ten moment, w którym mówisz: Cholera!!! (śmiech).

Jak pamiętam kurs podstawowy w TBA to jest kwestia tygodnia…

Tak, 5 dni uczciwej, 8-mio godzinnej pracy i nauki. Moim zdaniem nie każdy może budować ramy z racji tego, że potrzebna jest ogromna cierpliwość i wytrwałość oraz chęć do tego aby wielu drobnych, acz niezwykle istotnych rzeczy się nauczyć. Bo przylutować po prostej metal do metalu po 2 dniach każdy będzie umiał. Schody zaczynają się wtedy, jak trzeba naprzykład przekręcić ramę w bardzo nietypową stronę, lutować od spodu, na przekór grawitacji. Nie da się tak aby za każdym razem prosto od góry lutować. Czasem musisz odwrócić ramę do góry kołami lub samemu ustawić się w odwrotnie. A nie każdy ma odpowiednie „czucie” w takiej pozycji. W zależności od tego czy lutujesz od góry, czy od dołu tak lut jak i płomień różnie się zachowują. W momencie gdy lutujesz po prostej nie ma problemu, aby „nakłonić” lut do słuchania się ciebie, gdyż masz pełna kontrolę nad wszystkim. Gdy lutujesz od dołu, lut zaczyna cieknąć w rozmaite strony i musisz operować płomieniem tak aby szedł tam gdzie ty tego chcesz a nie jak mu grawitacja ułatwia. I to jest właśnie sztuka.

Ile czasu zajęło ci stworzenie firmy? Od pomysłu na biznes, do położenia pierwszej spoiny?

Sam pomysł narodził się w 2010 roku. W 2011 otworzyłem firmę, co było potrzebne do rejestarcji u niektórych dystrybutorów. Potem trzeba było się przeszkolić, potrenować i tak to trwało do 2014 roku. Czyli 4 lata, tak aby poczuć się swobodnie w tym co się robi i móc powiedzieć: teraz zaprawszam do mojego warsztatu, mogę budować rowery.

Wiem że gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach, ale muszę zadać to pytanie. Ile kosztuje zrobienie takiego biznesu?

Koszty są zaskakująco wysokie. Wydawało mi się, że 5 tysiecy funtów wystarczy. Ale to jest tak naprawdę tylko początek. Żona to kiedyś podliczyła, wyszło bez mała 30 koła, czyli „po polsku” ponad 150 tysięcy złotych. Kawałek grosza…

Jaki będzie twój nastepny krok w budowie ram? Czy masz jakieś plany na nabliższy czas: tego bym chciał spróbować, tamtego się nauczyć…

Mam nadzieję, że rower który ty będziesz chciał ode mnie zamówić, okaże się takim nastepnym krokiem i wyzwaniem.

O tym cisza… Nikt nic nie wie… Szczególnie moja żona (śmiech).

Co będzie dalej, to czas pokaże. Koncepcje są na papierze, kwestia kupienia materiału i rozpoczęcia pracy nad nimi…

Proste pytanie: pasja, czy sposób na zarobek? A może jedno i drugie?

Zdecydowanie jedno i drugie. Zaczęło się od pasji, bo bez tego się nie da. Natomiast, jeśli chodzi o pieniądze to jest to rzecz, która przychodzi z czasem, szczególnie jeśli oferujesz naprawde dobry, dopracowany produkt. W tym biznesie takie rzeczy jak szacunek, renoma, kontakt z klientem, wiedza, umiejętność rozmowy mają fundamentalne znaczenie. Czasami trzeba umieć pośmiać się, wykazać dystansem, wyluzować. Są to wszystko elementy, które mogą przeważyć czy klient zamówi u ciebie czy u kogoś innego.

Pytanie nieco osobiste. Twoje rowery i Twoje ramy, już na pierwszy rzut oka różnia się od tego co generalnie widać w „masówce” jak i na scenie kastomowej. Dlaczego 3 trójkaty?

Oczywiście chciałem budować rowery odmienne od innych. Czymś trzeba się wyróżnić poza malowaniem. Wygląd to raz, ale również kryje się za tym (i mówie to z pełną odpowiedzialnością) inżynieria. Pomysł, szczególnie jeśli chodzi o rowery szosowe był taki aby je usztywnić. Rozmawiałem z kilkoma ścigającymi się kolarzami, którzy używają ram aluminiowych i węglowych. Moje pytanie było proste: co by musiało się stać, aby wrócili do stali? Najczęstsza odpowiedz, jaka padała to: muszą być sztywniejsze. Kiedy zacząłem projektowanie, podstawą było jak i gdzie usztywnić rower. Wszyscy mówili, że przede wszystkiem usztywniony musi być rejon mufy suportowej i główka ramy od dołu. Moja teoria jest dokładnie odwrotna. Według mnie efektyność pedałowania zależy od tego na czym rowerzysta siedzi i co trzyma a nie tak naprawdę od tego co jest od dołu. Tutaj ponownie wracamy do materiału. Wykorzystana przeze mnie konstrukcja nie sprawdziłaby się w karbonie czy też aluminium. Dlatego, że paradoksalnie, są to materiały zbyt sztywne i mogłyby powodować u wielu kolarzy kontuzje ramion lub pleców. Natomiast stal dużo wybacza, absorbuje drobne nierówności a przy odpowiednim dobraniu kąta główki ramy i wyprzedzedzenia widelca okazuje się, że rower jest równie wygodny jak przy tradycyjnej geometrii a jednocześnie dużo sztywniejszy. Moi brytyjscy koledzy mieli okazje przetestować rower i byli zaskoczeni, że Thunder przyspiesza szybciej niż topowy rower z włókna węglowego. Zastosowanie podwójnego mostka w tylnym widelcu oraz usztywnienie łaczenia rurki podsiodłowej z główną trzecim mini-trójkatem powoduje, że wszelkie ruchy boczne kolarza przy przyspieszaniu czy też podjeżdżaniu przekładają się na to jak ten rower „idzie”. Wiadomo, że rower oczywiście sam nie przyspiesza ale przy takiej konstrukcji cała moc z nóg i z rąk spływa dokładnie tam gdzie jest najbardziej potrzebna i najefektywniej napędza. Niezależnie od tego jak bardzo usztywnisz mufę suportową, tamten rejon i tak będzie „pracował”. Natomiast jeśli usztywni się kierownice i siodełko, to biodra i nogi, które generuja najwięcej mocy, będą mogły efektywnie przekazywać ją na pedały. Moje ramy nie wygladają przez to tradycyjnie, ale to jedyna droga do konkurowania karboniakami. Nie wymyśliłem oczywiście 3 trójkatów gdyż ktoś to już kiedyś zastosował, ale nie wykorzystał pełnego potenciału tkwiącego w konstrukcji. Ja tylko ją poprawiłem. Interesują się moimi rowerami pół-profesjonalne grupy kolarskie, które będą je testować. I mam nadzieję, że jeśli nawet nie będą to flagowe maszyny wyścigowe, to byćmoże staną się idealnymi rowerami treningowymi. No i ja nie będę miał nic przeciwko temu.

Skąd ta nazwa i co ona oznacza?

Jeśli chodzi o nazwę, to znalezienie takiej, która coś oznacza i znowu będzie inna, nie brytyjska, tylko raczej międzynarodowa trochę zajęło. Exigo oznacza „Kompletny”, „Wykończony”. Pochodzi z łaciny, z racji tego, że uczyłem się jej będąc na studiach przyszło mi to trochę łatwiej.

Zatem na koniec kilka luźniejszych pytań. Czy pamietasz jaki był twój pierwszy rower?

No pamietam… Żółty, brzydki i ohydny…Na 18-to czy 19-to calowych kołach. Miałem wtedy chyba 7 lat. Bardzo szybko się go pozbyłem. Ale pierwszym prawdziwym rowerem był stalowy Magnum. Sam przebudowałem go na hybrydę górsko-szosowo-czasową. I chyba nieźle mi wyszło, gdyż byłem w stanie dotrzymać na tej konstrukcji koła posiadaczowi szosówki a także raz w przypływie odwagi puścić się za autobusem z prędkoscią 60 kilometrów na godzinę.

Ile aktualnie masz rowerów?

No to jest nieco dziwne, bo ty masz więcej rowerów niż ja.

No ale pamiętaj, szewc bez butów chodzi.

Fakt… Aktualnie ma 2 rowery, szosowy i „górala” Osobiście jako kolarz jestem w duszy góralem, nie szosowcem, choć muszę przyznać, że do szosy coraz bardziej się przekonuję i zaczyna mi odpowiadać.

To pono przychodzi z wiekiem…

Tak i cieszy mnie to…

… to niedobrze, to znaczy, że się starzejesz (śmiech!!!)

Chyba nie, dlatego, że jak wracam z szosy to następnego dnia idę na „górala” i pokorzeniach nadal potrafie 20 czy 30 mil na godzinę z uśmiechem na twarzy zasuwać.

Kiedy ostatnio jeździłeś na rowerze, który nie był przez ciebie zbudowany?

Hmm… Niepamiętam, chyba w zeszłym roku w wakacje, kiedy pojechaliśmy z rodziną do Polski. Od tamtej pory jeżdżę tylko i wyłącznie na rowerach Exigo.

I ostatnie pytanie. Pierwsze co ci przychodzi do głowy: gdybym miał więcej czasu?

To bym zbudował nastepny rower (śmiech!!!).

Bardzo dobre podsumowanie, podziekował pięknie.

Dzięki!

Kilka praktycznych informacji:

Rama z podstawowych rurek Columbus £700-750

Widelec z podstawowych rurek Columbus £120

Rama z topowych rurek Columbus lub Reynolds 853 £1000

Widelec z topowych rurek Columbus lub Reynolds 853 £150

Pojedynczy kolor malowania solid/satyna/metalik £225

Pojedynczy kolor malowania perłowy lub candy £275

Każdy dodatkowy kolor £75

Pełna galeria zdjęć z wizyty: https://www.flickr.com/photos/39409125@N02/sets/72157651107105354

Kilka stronek, którymi możesz się zainteresować:

Exigo Bikes: http://www.exigobikes.co.uk/

Exigo Bikes Fanpage: https://www.facebook.com/exigobikes2011/timeline?ref=page_internal

The Bicycle Academy: http://www.thebicycleacademy.org/

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s